Szukaj
  • Jędrek Soliński

The Expeditionist. Volvo V60 CrossCountry



The Outback - odludzie, miejsce ciężko dostępne, tajemnicze. Ktokolwiek tam dociera, spotyka się z bezpośredniością zjawisk naturalnych i znikomymi śladami działalności człowieka. Tam trzeba radzić sobie samemu, być samowystarczalnym i nie bać się nowego. Oczywiste jest że taki wstęp nastraja Was do charakteru V60-tki. W gruncie rzeczy dokładnie takie wrażenie sprawia i ma sprawiać wspomniany podniesiony kombiak. Co ciekawe, moje wyobrażenia tego samochodu były zgoła inne. Ale od początku.



Mail. Gdy odczytałem wiadomość z centrali Volvo w którym przewinęło się hasło "V60 CC D4" od razu wyszukałem samochód w Google Grafika. Ładny. Skandynawsko chłodny i z charakterystycznym zachowawczym polotem. No jasne, z przyjemnością. O człowieku, pewnie! Specyfikacja w mailu - śliczna. Oliwkowoszary lakier i "chłodno" jasna skóra zamiast typowego półżółtego banana. Biorę w ciemno, zapakować - pomyślałem. Po chwili przyszedł jednak czas refleksji, czy aby napewno dwulitrowy diesel robiący setkę w okolicach 9s to coś co serio mnie ekscytuje? No cóż, tym razem najwyżej zaspokoję jedynie pobudki estetyczne.



Ruszam. Szybki odbiór w pięknym salonie Dom Volvo na Puławskiej w Warszawie. Lifestyle'owy skrawek ziemi ukazujący najnowsze modele Volvo w różnych sytuacjach i konfiguracjach. Wsiadam do środka, na wstępie ogarnia mnie małe zdezorientowanie. To mój pierwszy raz w Volvo i doskonale to poczułem. 2 minuty na parkingu spędzone na rozkminianiu klawiszologii ciągnęły się w nieskończoność, chociaż dla innych może były to tylko dwie minuty.

Dojeżdżam do domu w ciszy i komforcie absolutnie niewzruszony niczym przesadnym, chociaż wciąż z przeświadczeniem podróży ot droższym kombiakiem, udającym terenowo-coś? Podniesionym kombiakiem? Ciężko przyporządkować ten samochód do jakiegoś określonego nurtu w motoryzacji, niemniej jednak protoplastą na pewno były pierwsze odmiany Allroad w gamie Audi.



Spakowani. Dwie osoby, 4 dni, masa sprzętu fotograficznego, trochę ubrań i dwie duże torby ręczników - nie pytajcie dlaczego. V60 łyknęło nadmiar tobołków z zaskakującą łatwością. Spodziewałem się bardziej samochodu rozmiaru Mercedesa Klasy C albo Audi A4 - a realnie dostajemy pojazd gabarytami zbliżony do modeli Klasy E oraz A6. Wow.

Zaskoczenie, ponieważ cenowo zdecydowanie bliżej mu do mniejszych odpowiedników w gamach konkurentów. Podsumowując ten krótki i pragmatyczny akapit, miejsca wystarcza, dodatkowo bagażnik jest ustawny i posiada świetną "stawianą" przegrodę która dzieli go na pół i odgradza mniejsze przedmioty. Niby siatka w bagażniku byłaby wygodniejsza, ale tu jest bajer!






Jedziemy nad morze. Kawałek autostradowy zamykamy jadąc w zakresie obowiązujących przepisów z wynikiem 9,4L/100. Dużo? No na pierwszy rzut oka nawet bardzo. Wrażenie łagodzi fakt spędzenia połowy trasy na tempomacie oraz stały napęd na 4 koła. Wątpię żeby 75mm prześwitu więcej znacząco wpłynęło na aerodynamikę konstrukcji, fakt ten zatem pominę. Wpadamy na krajówkę i od razu okazuje się że kombinacja adaptacyjnego tempomatu z lane-assist spisuje się zaskakująco dobrze. Zaczynamy poznawać zalety i prawdziwy charakter systemu audio Bowers & Wilkins.


Dostroiliśmy korektor pod kątem swoich upodobań, zmęczyliśmy kilka kawałków parokrotnie, no jest wow. Zaczynam rozumieć skąd zachwyt praktycznie każdego dziennikarza nad ścieżką dźwiękową towarzyszącą przejazdom nowymi modelami Volvo.




Pierwszy teren. No zgadujcie - kiedy po raz pierwszy urwały się lejce rozsądku i skierowały nas na choćby kawałek nieutwardzonej drogi? Niecałe 130km od zjazdu z A1. Szczerze, liczyłem że wytrzymamy do przybycia nad morze, ciekawość wzięła jednak górę. Zjeżdżamy obiecująco wyglądającym zjazdem obok małej wiaty przystankowej w środku niczego. Po paruset metrach dojeżdżamy de facto płaską ścieżką do pola. Dygresja jak na razie jest dość delikatna, nie zaskoczyło mnie jako kierowcy absolutnie nic w zachowaniu samochodu poza asfaltem - i dobrze! Zerowa różnica w trakcji na trawie i piasku to dość dobry znak, mimo braku zbędnych pochyłości i nierówności terenu. Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze jak bardzo V60 Cross Country nas zaskoczy.

No właśnie. Zaskoczy. Ale czym ma zaskoczyć? Charakterem. W zdaniu które zwiastuje ten materiał na moim instagramie i facebooku "najbardziej charakterne kombi z jakim miałem okazję obcować" nie ma kszty ściemy a zdanie brzmi przynajmniej kontrowersyjnie, ale taki jest jego cel. Dlaczego charakterne? Bo w miarę poznawania samochodu, ukazywało ono swoje prawdziwe, interesujące oblicze. Oho panie fotoziut, przecież jest pełnokrwiste RS6, M5 E61 z V10 pod maską, jest masa super-duper kombiaków? Co komu po takim Volvo? Ano dużo. Po wszystkich tych samochodach z kilometra można spodziewać się określonych cech. Będą szybkie, będą głośne, będą ostoją motoryzacyjnej frajdy w ujęciu rodzinnej zaradności, skopią tyłek praktycznie wszystkiemu co stanie z nimi na światłach, ustanowią nowy rekord na dystansie Warszawa-Berlin a na koniec dnia przewiozą szafę. I co? I wszystko to dawno wiadomo.

Czy wiecie że luksusowe i pozornie rozleniwiające wnętrze V60CC absolutnie nie jest naczelnym skojarzeniem związanym z tym autem? Nie jest nim również świetny system audio, bardzo dobrze skrojone skórzane fotele z wentylacją i podgrzewaniem czy ogromne okno dachowe. Żadne z tych lub wielu innych udogodnień nie ma sensu w starciu z prawdziwym obliczem tego auta i jego środowiskiem naturalnym - a jest nim Outback. Odludzie. Czy nie wygląda ono świetnie w towarzystwie morza, piasku i leniwie pokładających się na wietrze drzew? Ale to za sekundkę.



Luksus. Samochód wyspecyfikowany jest na kwotę przekraczającą 300tys zł. To dużo, w szczególności na dwulitrowy silnik i rozmiar pomiędzy klasą C a E. W tych pieniądzach dostajemy jednak naprawdę solidną dawkę wyposażenia.

Adaptacyjny tempomat z radarem, BLIS'y, system monitorowania ruchu poprzecznego CTA, podgrzewanie wszystkich czterech foteli oraz kierownicy, wentylację dwóch przednich siedzisk, skórzaną tapicerkę na opcjonalnych i mega wygodnych fotelach komfortowych, wstawki z prawdziwego drewna, świetny system audio Bowers&Wilkins, opcjonalną droższą nawigację z Apple CarPlay i Android Auto, cyfrowe zegary, wyświetlacz HUD, wybitne wręcz skrętne reflektory z tzw matrixami, pakiet kamer 360, ogromne okno dachowe, laminowane (dźwiękoszczelne) szyby, felgi 19' a nasz egzemplarz doposażony był również w metalową płytę pod silnikiem oraz hak holowniczy.

Bądźmy szczerzy, masa bajerów. Specjalnie zerknąłem w specyfikację konkretnego egzemplarza żeby nie zapomnieć niczego konkretnego. Wow. Ciężko mi wymyśleć funkcjonalność której w tym wykazie brakuje. Dodajmy że Cross Country to najdroższy trim wyposażeniowy, w tym momencie okolice 300tys robią się całkiem realne. (dokładnie 302.480zł)



Nie można zatem wątpić w absolutny komfort i tonę bajerów na pokładzie najnowszego kombi od Volvo. Pytanie tylko czy mają one sens. Nie zrozumcie mnie źle, to świetne daily z którego kompletnie bezwstydnie możecie wysiąść w garniturze pod operą i nikt się na Was krzywo nie spojrzy. Sęk w tym że ten samochód ma jeszcze jedno, bardzo barwne oblicze.



The Expeditionist. Za zgodą Urzędu Morskiego w Słupsku kierujemy szwedzkiego gentlemana w stronę plaży. Kończy się fragment dojazdu z betonowych płyt, dojeżdżamy do skraju lasu porastającego wydmy. Wymowne spojrzenia, wybieram zaobserwowany kilka kilometrów temu tryb offroad, no i jedziemy. Fragment leśny jest ubity, ale bardzo nierówny. Dużo dołków i górek, dzięki Bogu bez akompaniamentu rysujących lakier gałęzi.

Docieramy do betonowego zjazdu na piasek. Morze w zasięgu 30m, kapitanie, przygotować jednostkę do wodowania. Tyle razy widziałem auto na plaży, że niewyobrażalny stres jaki ogarnął mnie w ułamku sekundy wydał się być niczym nie uzasadniony. Ba, kilka dni temu nawet Tomek z ekipy FUNandDRIVE wprowadził na plażę w Mielnie S63 AMG. No jasna mać, nie może się nie udać. Miko, patrz czy się nie zakopuje, ruszamy.


No i ruszyli. Czekaliśmy na hałas, huk i odgłosy mielenia kół w piasku - a zastaliśmy spokój i ciszę, przerywaną jedynie pojedynczymi zrywami obrotów wysokoprężnej jednostki napędowej. Volvo sunęło piachem jakby nawet nie zjechało z asfaltu. Twardy i wilgotny, suchy i sypki, grzązki - bez znaczenia jaka była faktura piasku, samochód niewzruszenie wgryzał się w kolejne centymetry zdradliwej nawierzchni. Whoa.

Kilka razy natura nieustępliwego dzika objawiła się wizualnie, co genialnie uchwycił Mikołaj. Niech Was nie zmyli znak wodny - poniżej tekstu znajdziecie na gościa namiar, warto ;)

Zafundowaliśmy sobie krótki postój, nabraliśmy pełnej pewności ruchu w tak obcym dla rodzinnego kombi otoczeniu. Wóz leci nieco w piasek? Delikatny ruch kierownicą, dodanie gazu, wyprostowanie kół - znów jesteśmy prawie jak na asfalcie. Kto by pomyślał? Dzięki większemu o 75mm względem wersji stricte szosowej prześwitowi elementy podwozia nadal znajdowały się całkiem wysoko od powierzchni piasku.

I właśnie taki jest ten samochód. Niezależnie od warunków na jezdni (lub terenie po którym się poruszamy) robi swoje. Nie łatwo go zatrzymać, zakopać, wprawić napęd w sytuację bez wyjścia i zapędzić trakcję w kozi róg. Niejednokrotnie jadąc lasem zwracałem uwagę na zaskakująco dobre kąty najazdu i zjazdu z przeszkody. Pomoc Mikołaja okazała się nieoceniona dla mojej psychiki, ale koniec końców - it wasn't even close. Mimo świetnego systemu audio - tak naprawdę wolisz wjechać w środek lasu, zgasić silnik i słuchać ptaków oraz szumu drzew.

Ten samochód niczego nie udowadnia na siłę. Nie pozuje, nie zgrywa twardziela. Bo w końcu plastikowe quasi-terenowe elementy zderzaków są dziś dość powszechnym widokiem na drogach, czyż nie? Jest dyskretny, prawdopodobnie większość jego nabywców nie skorzysta z zalet wersji Cross Country w stopniu większym niż podjazd pod większy krawężnik i własnie to jest w nim piękne.

Kierowca sam musi dotrzeć do prawdziwych genów tego samochodu, przy okazji nie chwaląc się tym wszystkim użytkownikom drogi. Dla wielu to kolejny estetyczny i rozsądny kombiak klasy premium. Trochę outsider, bo nie niemiecki, ale wciąż - ot ładny i dobrze zrobiony wóz. Tryb incognito na życzenie, chociaż swoją surowo nowoczesną bryłą ściąga te bardziej spostrzegawcze spojrzenia na ulicy. Balans idealny.

Co warto dodać - a ma jednocześnie ogromny wpływ na budowanie odczuć z jazdy nowym V60CC - bezpieczeństwo. Volvo od zawsze kojarzone jest z synonimem samochodu bezpiecznego. Nie dziwią daleko idące plany marki, mówiące o wyeliminowaniu śmiertelnych wypadków w produkowanych przez nich samochodach. Uczucie spokoju i zaopiekowania, pewności - w parze z pewnością zachowania poza asfaltem jest wręcz nieocenione. Rozmaite opcje zawarte w pakiecie Intellisafe, wraz ze świetnymi (poważnie, wybitnymi) reflektorami tworzą bardzo uzasadnione odczucie pewności. Wiele prostych zmartwień odchodzi w zapomnienie. Bezpieczeństwo zarówno bierne jak i aktywne to drugie imię tego samochodu.


Choćby sam fakt tego w jak piekielnie sprawne hamulce wyposażono rzeczony pojazd. 190 koni mech. mocy nie sugeruje tarczy hamulcowej rozmiaru małego stołu obiadowego, niemniej jednak łatwość i stabilność podczas hamowania jest niebywała. Przyznam się kompletnie szczerze, pewnej nocy około godziny 2:30 wybrałem się na nieuczęszczaną, prostą drogę, tylko po to żeby wyłapać gdzie kończy się granica tego samochodu podczas hamowania. Nie narobiliśmy głupot ponieważ ciągle obecny był instynkt samozachowawczy, niemniej jednak granicy nie dotknęliśmy - a w mojej opinii byliśmy już daleko poza granicami przeciętnego samochodu na polskich drogach.

Jeśli miałbym wybrać jeden samochód do końca życia, najprawdopodobniej byłoby nim właśnie nowe Cross Country. Oczywiście tuż po 911 w absolutnie dowolnej odmianie - miłość nie wybiera. Jeśli musiałbym w 30 minut zapakować swoją rodzinę do samochodu wraz z minimum potrzebnych rzeczy, pożywieniem na miesiąc, amunicją, siekierą, namiotami i pędzić w bezludne góry unikać dowolnego zagrożenia - również wsiadłbym w nowe V60 Cross Country.

Za użyczenie samochodu dziękuję polskiemu oddziałowi marki Volvo. Za pomoc w realizację materiału i bezbłędnym towarzystwie podczas podróży: Mikołaj Zdeb / www.zdebphotography.pl Samochód pozostał czysty standardowo dzięki wsparciu marki ADBL. Dziękuję!

263 wyświetlenia1 komentarz

Jędrzej Soliński © 2018 

  • Biały Facebook Ikona
  • Biały Instagram Ikona