Szukaj
  • Jędrek Soliński

Najbrutalniejszy elegant?

Warszawa, czwartkowe popołudnie. Ruch uliczny gęstnieje, słońce leniwie chowa się za budynkami na horyzoncie. Jesteśmy. Samochód. Aston Martin Vantage zajmuje reprezentacyjne miejsce przed salonem który został dyskretnie ukryty w nowoczesnym wieżowcu. Krótka jak na pasjonatów rozmowa o motoryzacji, podpisanie ostatnich dokumentów. No, to miłej zabawy!



Kluczyki lądują w naszych rękach, ruszamy w miasto.

Szybka pętla po stolicy jasno daje do zrozumienia: ten samochód przyciąga spojrzenia. Różne. Od podziwu, zachwytu i zaskoczenia, przez konfuzję aż do zazdrości. Bądźmy ze sobą szczerzy, projektanci wykonali masę świetnej pracy, ale człowiek odpowiedzialny za wygląd tyłu samochodu jest cudotwórcą. Tego nie trzeba tłumaczyć. Najbardziej muskularny elegant z jakim mieliśmy przyjemność obcować. I wiecie, niektórzy zapewne doczepią się do końcówek wydechu (opcjonalnie podwójne). Współczujemy, ale jest to szczegół tak błahy że nikt o zdrowych zmysłach go nie zauważy, wątpimy żeby w ogóle odwrócił uwagę od linii świateł.





Jedziemy do Łodzi.

Wracamy spokojnie, po pełnej autostradzie. Krótki dystans autostradowy nie pozostawia innej opcji jak zapoznanie ze spokojnym obliczem Vantage’a. W kabinie panuje cisza, samochód jest zdecydowanie wystarczająco komfortowy, miejsca jest pod dostatkiem. Żadnych przeciwskazań do użytku na codzień. Wisienką na torcie będzie bardzo dobry system audio.




Odmienne oblicze. Wspomniałem o spokojnym obliczu samochodu. Naturalnie pada pytanie: „to jakie jest drugie oblicze?” Wymownie. W tym samochodzie znajdziemy trzy tryby jazdy wybierane osobno dla silnika i zawieszenia: Sport, Sport+ i Track. Żadnych guzików ECO. Start-stop? Jest. Prawo. Musi być. Budzimy zatem podwójnie doładowane V8 do życia i wita nas „Sport”. Co się dzieje? W rzeczy samej, nie jest to zakamuflowany zabiegiem wizerunkowym tryb „eco”, „normal” czy „comfort”. Tu się dzieje. Samochód od początku jest zdecydowany i ostry. Idziemy dalej. „Sport+” absolutnie pomijam. Nie po to tu jesteście żeby zastanawiać się nad opcjami pośrednimi.



Wybieramy „Track”. O człowieku! Jaki on jest głośny! Strzały z wydechu są cudowne. Zaskakująca wulgarność. Nie spodziewaliśmy się jej w samochodzie marki słynącej z elegancji i dopasowania do garnituru. Każdy w Twojej okolicy wie, że dotykasz gazu. Centymetr po centymetrze wiesz, że maszyna wyrywa się do przodu i zawsze chce więcej. Samochód staje się wręcz wyczynowo sztywny nie tracąc przy tym minimum potrzebnego komfortu. Najnowszy Aston Martin nie potrafi być spokojny, nie potrafi leniwie zamulać. Każda reakcja na gaz jest zdecydowana. Wspominałem o znakomitej sztywności nadwozia? Ogromny moment dostępny od okolic 1500 rpm daje o sobie znać. Poranny, skropiony rosą asfalt stanowi spore wyzwanie dla nierozgrzanych opon tylnej osi.




Zabawka. Sportowiec. Gokart. Nazwij go jak chcesz, ale ten samochód, nawet w bardzo dyskretnej konfiguracji, nie potrafi ukryć tej dzikości. I dzięki Bogu nie próbuje.

52 wyświetlenia

Jędrzej Soliński © 2018 

  • Biały Facebook Ikona
  • Biały Instagram Ikona