Szukaj
  • Jędrek Soliński

Monolit hybrydy. Lexus ES300h.

Aktualizacja: 6 maj 2019


Hybryda. Słownikowo jest to coś złożonego z różnych, często niepasujących do siebie części, w biologii oznacza ona krzyżówkę odmian, ras lub gatunków roślin lub wspaniałe połączenie znanych już zwierząt w jedno o szczególnych cechach, przykładem niech będzie gryf, czyli koń ze skrzydłami orła.

W motoryzacji hybryda oznacza oczywiście połączenie dwóch rodzajów silników służące do napędzania jednego pojazdu, najczęściej jest to silnik spalinowy i elektryczny. Mogą one pracować naprzemiennie lub jednocześnie dając tym określone efekty wpływające na efektywność poruszania się. Mimo iż historia formalnego napędu hybrydowego sięga pojazdów z początku XX wieku, za realne wprowadzenie nowoczesnych hybryd w życie i rozpowszechnienie na rynkach całego świata odpowiedzialny jest koncern Toyota. Pierwszy hybrydowy Prius wszedł do produkcji w 1997 roku.


Zgrabnie pomijając szczegóły, napęd ten przeszedł długą drogę udoskonalania jego poszczególnych elementów by stać się w zasadzie wiodącym tego rodzaju napędem na świecie. Z zalet należy wymienić niską awaryjność, dużą wytrzymałość ogniw czy niskie zużycie paliwa. Samochody wyposażone w napęd hybrydowy są co prawda nieco cięższe od ich benzynowych kuzynów ale 1760kg masy wpisanej w dowód Lexusa ES300h nie określiłbym jako nadwagę a raczej przeciętną masą tego rozmiaru auta.

Wchodząc w temat nagłówka, monolit to zaś określenie o kompletnie przeciwnym wydźwięku niż hybryda. Coś, co stanowi jednolitą i spójną całość. Nie zawiedzie, zawsze jest zgrane, współgrające, sugeruje jeden wielki element niż złożoność pomniejszych. Posiada stabilny i przejrzysty charakter który nie ulegnie zmianie. Co w tym wszystkim robi ES300h? Ano właśnie, w mojej opinii jest takim hybrydowym monolitem. Dlaczego?

Model pośredni. W gamie Lexusa znajdziemy naprawdę szerokie spektrum rodzajów samochodów. Poczynając od miejskiego CT, popularnego IS, modele klasy średniej czyli GS i ES, kończąc na flagowym LS. Amatorzy podwyższonego prześwitu znajdą coś dla siebie w modelach NX czy RX, prawdziwi hardkorowi off-roadowcy pokochają LX'a a amatorzy sportowej jazdy idealnie odnajdą się w którymś z modeli F albo pięknym LC500.

Tyle o ile po CT spodziewamy się niewielkiego auta, modele F to jasny focus na wspaniałą 5-litrową V8 a NX jest po prostu hybrydowym SUVem notującym świetne wyniki sprzedaży - nikogo nie zdziwi królewskie wnętrze najdroższego LS'a Omotenashi albo kosmiczne zdolności terenowe bazującego na Land Cruiserze LX570. A ES?

ES po prostu jest. Tak samo zresztą jak schodzący z polskiej oferty GS, chociaż tamten posiadał również wersję F co stanowiło pewne zaburzenie wizerunku cichego i nienarzucającego się, komfortowego sedana klasy średniej. Celowo nie używam tu określenia klasy premium, myślę że w przypadku Lexusa byłoby ono przeciętnie trafne. Dlaczego uważam Lexusa za markę luksusową? To za chwilę. Wróćmy do naszego bohatera.

To, że "ES się nie narzuca i po prostu jest" może być rozumiane bardzo źle, także proszę o chwilę wyrozumiałości. Na początku rzeczywiście sprawia on wrażenie nudnego. Otwierasz samochód, wsiadasz. Zapłon - cisza. Przysuwa się fotel i kierownica, po wyłączeniu auta odsuną się do tyłu by ułatwić wysiadanie. Jedziesz. I co? I nic. Jest cicho, samochód jest dość spory i waży swoje także zachowuje się bardzo stabilnie.

Silnika też nie słychać jakoś przesadnie. Nawet jeśli do kabiny dotrze jakiś ułamek dźwięku jednostki spalinowej, skrzynia CVT ustawi jednolite obroty a miarowy dźwięk buczenia zza przedniej szyby na pewno nie zapadnie w pamięć. Wystarczy nacisnąć pedał gazu tyle, na ile chcielibyśmy przyspieszyć w aucie z przekładnią automatyczną - a układ napędowy sam wybierze typ silnika, obroty i odpowiednio zarządzi pracą przepustnicy.

Pełnokrwiści i zatwardziali fani motoryzacji raczej pogardzą hybrydowym napędem w tej formie, tym bardziej gdy inkorporuje on wspomniane CVT. Bo gejowe, bo nudne, bo wyje, bo ma laga, bo to, bo tamto, bo sramto. Jedyna wada z tej wyliczanki prawdziwe to właśnie ten lag, reszta to cechy albo pomówienia. Nie żebym stojąc przed wyborem wybrał opcję 300h zamiast 5.0 V8 w odmianie F, ale absolutnie należy się wyzbyć nieuzasadnionego wstrętu do tych rozwiązań, dorośnijmy. Skąd takie ulubienie do statyki? Wracamy wnet do tego co tak na prawdę piękne w ES300h i tego, na czym polega odczuwalny w nim fenomen marki.



ES różni się znacząco od GS'a w kwestii napędu. W ustępującym na polskim rynku GS'ie, moc wędrowała tylko i wyłącznie "na południe", ES jest zaś autem przednionapędowym. Biorąc pod uwagę fakt że objeździłem KAŻDĄ odmianę modelu GS - od GS200t aż do GS F, jednoznacznie pozwolę sobie uciąć głośne okrzyki obrońców prawdziwej motoryzacji - podczas codziennej jazdy nie ma absolutnie żadnej znaczącej różnicy między GS a ES. Samochody są praktycznie identycznie stabilne i zbalansowane. Podczas dynamiczniejszej jazdy fizyki oszukać nie sposób, ale bądźmy szczerzy - kto myśląc o zapachu spalonej gumy wybiera opcję "300h" w konfiguratorze? Nikt. I myślę że to dobry moment do ucięcia tych ideologicznych rozważań.

Cała ta bezproblemowość i neutralny charakter samochodu funkcjonuje oczywiście w atmosferze luksusu. ES300h w jeździe autostradowej spali nieco więcej paliwa niż przeciętny porównywalny 2-litrowy ropniak, ale odpłaci się sporo cichszym wnętrzem - co znaczy sporo, samochód wyposażony jest w baaardzo przyzwoity system audio Mark Levinson. Świetnej jakości skóra którą obszyto fenomenalnie wygodne fotele wersji F-sport zasługuje na laury. Jakość to również synonim wrażeń związanych z wykończeniem deski rozdzielczej, guzików na konsoli środkowej czy kierownicy. Ta ma kształt znany z innych modeli japońskiej marki - ale w odmianie F-sport pokryta jest przyjemnie grubą skórą perforowaną.

ES300h jest wyjątkowo przestronnym samochodem, ale jak na prawdziwą limuzynę Lexusa przystało - kanapa się nie składa a otwór na narty pozostaje jedynie symboliczny. Bagażnik jest bardzo ustawny i przestronny a mimo nierekordowej pojemności w klasie (454l) sprawia bardzo dobre wrażenie.

Samochód jest ponadto świetnie wyceniony. Odmiana którą jeździłem to koszt 261,900PLN. Dużo? Podstawa odmiany F-Sport kosztuje 244,900,- i podług niemieckich "golasów" dostępnych hipotetycznie od okolic 200,000 - to rzeczywiście więcej. Niemniej jednak za ~260tys. dostajemy w ES'ie adaptacyjny tempomat, BLIS'y, Lane Assist, szyberdach, świetne światła matrycowe w technologii LED, "pełną skórę", elektrycznie sterowane... wszystko czy świetne audio wraz z topowym, 12.3'' ekranem nawigacji. Proponuję zabawę, ile drożej wyjdzie tak samo skonfigurowany samochód konkurencji. Na skróty - Lexus będzie tańszy.

W tym momencie należy dorzucić fakt - ES sprzedaje się w Polsce tak dobrze że zamawiając teraz nowy egzemplarz, możemy spodziewać się odbioru w okolicy stycznia 2020. Wnioskuję że jest to zadowalająca wartość sprzedaży, ale z przykrością muszę przyznać że ten samochód na polskim rynku na pewno nie znajdzie tylu nabywców na ile jest dobry. Można pomyśleć - przecież wystarczy zrobić odmianę z dieslem żeby palił ten litr-dwa mniej na setkę, jakiegoś kombiaka, coś? Albo już te cholerne siedzenia "uwolnić" coby szafę z IKEA dostarczyć do domu. I czemu? I czemu ci genialni specjaliści z Japonii nie wpadną na tak proste zmiany i nie odmienią losów marki na lepsze?

Nie odmienią i nie złamią konwencji, należy być im za to wdzięcznym. Wyjątkowość marki Lexus polega na luksusowym podejściu. Na zorientowaniu na komfort, poświęcając niektóre racjonalne cechy lub zalety samochodu. Komfort i luksus to dwa przymiotniki którymi można opisać wrażenia z środka. Ten samochód robi to sporo lepiej od przewożenia bagażu lub oszczędzania ostatnich kropel paliwa. To zmotoryzowany hedonista - i idealny model by rozpocząć przygodę z marką z pełnym zrozumieniem jej cech. Monolit wspomniany na początku, rozumiem jako absolutnie niezachwiane i jednakowe odczucia płynące z przemieszczania się ES'em. O to chodzi, polecam sprawdzić każdemu kto nie wierzy.

Za udostępnienie samochodu dziękuję polskiej centrali marki Lexus. Za czystość standardowo odpowiadają kosmetyki marki ADBL.

58 wyświetlenia

Jędrzej Soliński © 2018 

  • Biały Facebook Ikona
  • Biały Instagram Ikona